Tytułowy cytat z piosenki kabaretu Elita zdaje się doskonale opisywać stan, z jakim mamy do czynienia w związku ze zmianą systemu poboru opłat drogowych. Koszt tej operacji sięga 500 mln zł, a że właśnie minął pierwszy miesiąc funkcjonowania systemu e-TOLL, jako jedynej metody uiszczania opłat drogowych, to można pokusić się o pierwszą ocenę jego działania.
Przygotowany w dzikim tempie, jakby ścigano się z czasem, system e-TOLL zastąpił na dobre dotychczasowy via-TOLL. Jeszcze dwa tygodnie przed jego wyłączeniem szefowa Krajowej Administracji Skarbowej deklarowała, że e-TOLL jest sprawny i gotowy do przejęcia funkcji swojego poprzednika. Tymczasem rzeczywistość zdecydowanie przeczyła tym stwierdzeniom, wywołując u przewoźników niemałe zdenerwowanie. Kłopoty sprawiała rejestracja w systemie, dodawanie
O wdrażaniu systemu e-TOLL dyskutowano 17 września na posiedzeniu sejmowej podkomisji ds. transportu drogowego z udziałem przedstawicieli przewoźników. Według szefowej Krajowej Administracji Skarbowej, minister Magdaleny Rzeczkowskiej, poza drobnymi niedociągnięciami system e-TOLL jest gotowy, by od 1 października 2021 r. całkowicie przejąć zarządzanie poborem opłat w naszym kraju.
Firmy transportowe, które przewożą towary wrażliwe monitorowane przez system SENT mają coraz mniej czasu, żeby uzyskać identyfikatory biznesowe. Są one niezbędne, by od 1 października korzystać z dróg płatnych i pokrywać koszty przejazdu za pomocą nowego systemu e-TOLL. Jakie konsekwencje czekają przewoźników, jeśli tego nie zrobią? Nawet 10 tys. zł kary za wykonanie przewozu bez przesyłania danych lokalizacyjnych.
Związek pracodawców „Transport i Logistyka Polska” opublikował krytykę wyczekiwanego od miesięcy projektu Ustawy, mającej wdrożyć w Polsce przepisy pakietu mobilności. Największym rozczarowaniem branży jest brak w projekcie jakichkolwiek rozwiązań, które ograniczałyby wzrost kosztów pracy kierowców, wymuszony wchodzącymi w życie już od 2 lutego 2022 roku przepisami pakietu.












