Jak podają specjaliści transportowcy popełniają 4 kluczowe błędy, sprzyjające upadłościom. Reportaż INELO połączenie brandówTransport przez większość instytucji finansowych jest uważany za branże wysokiego ryzyka. Utrata płynności finansowej wciąż jest zaskakująco łatwa:długie terminy płatności, sezonowość,niespodziewane awarie, niskie marże, brak kierowców.
1.Otwarty kredyt kupiecki dla kontrahentów.
Głównym powodem utraty płynności finansowej są zbyt duże limity kredytów kupieckich. Dzieje się to nawet wtedy, gdy limit został ustalony.Powodem jest nawał zajęć, brak konkretnej osoby (windykatora firmowego) zajmującego się płatnościami lub zbytnia uległość połączona z obawą przed utratą zleceniodawcy męczonego monitami o zaległościach. Posiadanie pracowanika lub systemu monitorującego wyczerpanie się limitu nie tylko usprawniłoby finanse, ale i podniosłoby również szacunek kontrahentów, którzy widzą konsekwentnego przewoźnika. Drugi błąd wynika z pierwszego.
2. Brak skutecznej windykacji.
Przeterminowane faktury to jedna z większych bolączek firm transportowych. Zewnętrzni windykatorzy słono sobie życzą za obsługę. Sporej części spraw po prostu nie biorą ze względu na wysokie ryzyko. Faktoring z uwagi na częsty brak zgody na cesję również nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wiele firm nie korzysta w dalszym ciągu z automatyzacji takich procesów. Pomocą są zautomatyzowane wysyłki monitów,co sprawia, że takie „gorące” faktury będą płacone w pierwszej kolejności.
3.Brak odpowiedniego planowania.
Choroby, urlopy, braki kadrowe szybko komplikują pracę dyspozytora. Mając harmonogram pracy kierowców – uaktualniany na bieżąco – łatwiej zapanować nad lawinowo napływających zleceniach. Sezonowość w transporcie wykończyła już niejedną firmę, ale wielu dobrze zorganizowanym pozwoliła zrealizować „górkę” zleceń przy poszanowaniu czasu wypoczynku kierowców. Gdy dyspozytor wie ilu kierowców odbiera wypoczynek, jak długi jest to czas i jakie zlecenia nadejdą może dobrze zaplanować pracę, bez potrzeby posiłkowania się podwykonawcami.
4. Archaiczna i powtarzalna biurokracja.
Brak automatyzacji to pierwszy grzech wielu firm transportowych. Ręcznie wykonywane przelewy czy dokumenty umieszczone w opasłych segregatorach to już przeżytek. Jest wiele czynności biurowych, które można włączyć w łańcuch przepływu informacji. Od zlecenia, do wystawienia faktury mnóstwo papierów przechodzi z „rąk do rąk”. A wystarczy dobre narzędzie TMS, które będzie „myślało” za kilku pracowników, a szefowi pozwoli na koncentrację na najważniejszej sprawie – pozyskiwaniu kolejnych klientów. Trudno się nie zgodzić w powyższym zestawieniem. Szkoda tylko, że wielu przewoźników nadal znajduje się w błędnym kole: nie mają czasu na pochyleniem się nad nowoczesnymi rozwiązaniami, bo muszą popychać swoją machinę „ręcznego sterowania” i biurokracji, zamiast celowo zainwestować czas i uwagę, aby sobie ułatwić pracę.

Zobacz także