Mówili o liberalizacji, a proponują zaostrzenie i zawiłość prawa – tak najkrócej można streścić opinie przedstawicieli ZMPD o proponowanych przez unijnych ministrów transportu zmianach przepisów, wskazujących, kiedy kierowca jest w delegacji.

Reportaż - Festiwal ekoenergtyki Opole cz.2 12
Zamiast prostego kryterium czasowego, nakładającego obowiązek stosowania przepisów o delegowaniu na przykład po kilku dniach od wyjazdu z kraju, pojawiła się koncepcja swoistego podziału transportu na dwustronny i tak zwany /czyt. kros trejd/ cross trade, czyli wykonywany przez przewoźnika z jednego państwa pomiędzy innymi krajami. Mówiąc prosto – kierowca z polskiej firmy nie podlega przepisom o delegowaniu, jeśli przewóz odbywać się będzie do kraju docelowego i z powrotem. Na takiej trasie można będzie dokonać dwóch dodatkowych załadunków i rozładunków, po jednym w drodze „tam” i „z powrotem”, albo obu przy powrocie. Wszelkie inne operacje, w tym przewozy kabotażowe, skutkować będą koniecznością stosowania przepisów o delegowaniu. Zdaniem prezesa ZMPD taka zmiana przepisów pociągnie za sobą znaczny wzrost kosztów i biurokratycznych wymagań, co może skutkować zapaścią części polskiego transportu. Regulacje, zaproponowane pod dyktatem między innymi Francji, Holandii i Niemiec, są wyrazem protekcjonizmu gospodarczego, a wynikające stąd ograniczenie swobody wykonywania transportu stoi w jawnej sprzeczności z podstawowymi zasadami wspólnoty.

Zobacz także